
Chciałem pisać o psychologicznych rozmowach w trakcie wspierania przyjaciół, w chwilach totalnej załamki. Chciałem pisać o wyjeździe na majówkę. Chciałem pisać o tym jak mobilizująca do mojego pisania była publikacja Maćka Barzowskiego. Nic z tego. Nie mogłem się za to zabrać porządnie.
Mam wrażenie, że każdy z nas ma momenty, kiedy wczuwa się w jakiś film i wyobraża sobie jak to by było żyć tak jak w obejrzanym przed momentem filmie, albo to tylko wrażenie. Prawdopodobne? Chodzi mi o możliwości. Możliwości, z których większość z nas nie korzysta. Jestem młody, ambitny, zdolny- co z tym robię? Nie za wiele. Mogę się założyć, że wielu z was ma chwile poczucia nic nie robienia, ze sobą samym. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie wykorzystujemy tylu możliwości? Ja najnormalniej w świecie rzadko kiedy myślę o tych możliwościach, albo raczej nie pamiętam. Pomyślcie chwilę. Czy nie wystarczyłoby po prostu wziąć się za siebie, wziąć się w garść i robić to wszystko o czym się marzy? Prawda prawdą, to zazwyczaj kosztuje wiele pracy. Stąd też doceniam bliskie mi osoby nie mające dla mnie za wiele czasu, z powodu nadmiaru pracy na uczelni czy nadmiaru obowiązków związanych z ich pracą. Chcę tylko aby każdy z was po przeczytaniu tej notki poczuł skalę możliwości działania. Mam świadomość, że w większości wypadków realia, które nas otaczają nie sprzyjają działaniu. Beznadziejność systemu w którym przyszło nam żyć jest dobijająca i wręcz hamująca, ale czy taka piordoła powinna być przyczyną nie spełniania swoich marzeń? Małych szczęść, do których często wystarczy wyciągnięcie ręki w ich stronę? Brak pieniędzy, brak pracy, niewyspanie, nawet beznadziejna pogoda potrafi mnie zbić z tropu szlaku sukcesu, na który nie rzadko wpadam. Chodzi mi o pomysły na rozwój samego siebie. Nauka języków, wyjście z domu, poznawanie świata. Spoglądając na ludzi, którzy mimo przeciwności losu się realizują, czuję się zmobilizowany. Słyszeliście kiedyś o starszych osobach podróżujących po świecie i korzystających z życia pełnymi garściami szczęścia i radości? Mimo chorób, mimo tego, że przecież krąży idiotyczne wyobrażenie na ich temat. Pomarszczona skóra, siwe włosy, brak sił i energii na wyjście poza ogródek egzystencjalny zamykający się w kilku ścianach mieszkania, którego kiedyś za młodu się dorobili. Ostatnio czytałem artykuł o instytucjach zajmujących się organizowaniem wyjazdów dla takich osób. Często, bardzo niskim kosztem. Zalety są takie, że starsi ludzie znajdują tam towarzystwo z podobnymi pasjami, obawami, chorobami i tym podobnymi. Możliwość. Nauczmy się w końcu patrzeć, otwierać oczy na rzeczy przesłonięte zwykłym rytmem codzienności.
Konkluzja, jeśli chodzi o tę psychologię, o której pisałem na początku- zaczynajmy od rzeczy małych. Uśmiech. Podskok. Bezcelowe machnięcie rękoma. Pozytywna myśl. Uśmiech przede wszystkim. Wyrobiłem w sobie nawyk uśmiechu. Uświadomiłem sobie, że z takim wyrazem twarzy można o wiele dalej w życiu zajść. Powodzenia!