niedziela, 27 stycznia 2013
Mowdomniejeszcze.
Po pierwsze. Nigdy nie proś swojej babci o dany rodzaj ciasta. Może bowiem runąć całe Twoje przeświadczenie z dzieciństwa o babci potrafiącej ugotować wszystko i pysznie słysząc odpowiedź "ale mi to nie wychodzi najlepiej" czy "nie lubię tego robić". Po drugie- chyba się robię tak już na serio stary. Problemy z oddychaniem- szczególnie po tak zwanym sprincie na uciekający autobus, rozbierając się żeby wejść pod prysznic muszę się czegoś podpierać, pod prysznicem patrząc w dół widzę tylko pół chuja z racji rosnącego brzucha a jak już wyjdę i stanę mokry przed lustrem to przez moje doświadczenia z fryzurą wyglądam trochę jak Maria Peszek. Gdzie się podział młody bóg drzemiący niegdyś we mnie. Powrót do zdrowia przy przeziębieniu zajmuje mi wielokrotność tego czasu, który potrzebowałem kiedyś. Swoją drogą. Zastanawia mnie czy każdy miał w dzieciństwie coś takiego co w niewyjaśniony i cudowny sposób pomagało mu wrócić do zdrowia. Ja sobie ostatnio przypomniałem o takiej rzeczy. Tak samo jak magiczne były jej właściwości tak samo też w niezrozumiałych okolicznościach to po prostu znikło. Żółty dres. Ot co. I nie, że jakiś nie kompletny. Spodnie i bluza. Komplet. Żółty jak most, o którym śpiewałem gdy jeszcze istniał mój zespół Scream City Scream- zakończyliśmy działalność, co prawda kilka dni temu, ale to chyba nie przeszkadza w tym, żebym mógł o tym pisać jak o wydarzeniu z roku czterdziestego dziewiątego. Nie mam nawet już psa w domu, z którym mógłbym pogadać, czego wynikiem jest, że gadam sam ze sobą. I powiem Wam, że nawet w domu zdarza się sytuacja, że muszę jakoś z tego wybrnąć- na przykład zacząć coś śpiewać pod nosem, albo zacząć udawać, że ćwiczę przemówienie na potrzebę przygotowywanego przeze mnie poruszenia ludowego- przez to, że ktoś mnie przyłapał na gorącym uczynku przerywając takie zdanie jak na przykład- "akurat, że jakbym do czegoś w życiu doszedł to postawili by mi pomnik." Pomniki są w porządku. Zawsze obszczane. Chyba wolałbym żeby o mnie piosenkę napisano. Idąc dalej tą drogą- chyba zdecyduję się na zakup rybki, albo traszki. Takie mało to inwazyjne a jest z czym pogadać przynajmniej. Minęło sporo czasu od ostatniej publikacji moich wypocin, ale chyba musiałem wrócić do trybu- funkcja OGAR:ON. Mój telefon też do tego potrzebował pół roku czasu po wakacjach - pokłony dla firmy HTC produkującej samonaprawiające się smarfony. Tyle, że on się zasolił w wodzie morskiej, a ja się zasoliłem słonymi doświadczeniami, które po części wynikały z moich jakichś pierdołowatych głupot. Chyba powinienem się położyć spać. Kończąc powoli karierę absyntowego ogarniacza zmywaka i szatni oraz kolejnego pracowniczego mebla zmęczenie pracą potęguje się z dnia na dzień wraz ze zbliżaniem się ostatniego dnia pracy. Miłej niedzieli. Podobno ma się powoli ocieplać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
