czwartek, 10 października 2013
Anotherdayinparadise.
Nigdy się tak nie wyspałem jak dziś - pomyślałem, i zasnąłem na nowo zakupionej pościeli. Po kilku miesiącach w końcu zebrałem się do tego, żeby wybrać się do sklepu z artykułami sypialnymi. Niby to tylko kilka ulic dalej a tak ciężko było się zebrać.
Kac. Kolejnego poranka obudziłem się jak zwykle, z lekko zmierzwionym umysłem przez alkoholizację wieczora poprzedzającego dzień, na który mam zaplanowane miliardy rzeczy. Jak zwykle, nie w porę. Chciałbym w końcu się obudzić, jak we snach, które mnie nawiedzają. Spokojny o przyszłość, przy kimś kogo oddech daje powietrze na cały dzień. Tymczasem gniję w tym cudownym aczkolwiek pogłębiającym moją samotność mieszkaniu, któregoś tam piętra któregoś budynku na którejś z ulic miasta snów. Dziś przynajmniej pogoda zapowiada się obiecująco. Boleśnie obudziły mnie promienie słońca wpadające przez sczerniały od dymu szare z natury zasłony. Kawa, papieros. Półtorej godziny rozmyślania i wypatrywania nie wiadomo czego w oknie, kolejny papieros, kawa, i papieros przed wyruszeniem w pogoni za amerykańskim snem podbijając galerie miasta sukcesu. Niech to szlag. Muszę zacząć później wstawać, przynajmniej na spotkaniach o prace nie będę może tak walić knurem. Galerie to tylko marzenia. Tak na prawdę snuję się od pośrednictwa do pośrednictwa starając się znaleźć sobie jakąś wygodniejszą od stania na ulicy w przebraniu jakiegoś głupiego pluszaka i namawiania ludzi, nawet nie wiem na co posadę. Za biurkiem chociaż. Nie mówię, że chce od razu wystawiać swoje prace w największych galeriach kolekcjonujących prace pokazujące największe osiągnięcia, największych artystów. Chciałbym przestać moknąć i móc pokazać komukolwiek twarz. Czy to wiele. Pewnie wiele. Szczególnie z taką facjatą. Powinienem iść do fryzjera. Mój, u którego zwykle bywałem, swoją drogą jeden z najcenniejszych ludzi z tych, których kiedykolwiek miałem okazję poznać, strzygący mnie nielegalną w owych czasach brzytwą, pewnie już dawno temu zapomniał moja twarz. Nic dziwnego. Wygląda jakby starsza o jakieś dwadzieścia. Dziwne, że trzeźwiejący młodociani poznają mnie o poranku wymykając się z mieszkania. Wymykając się. To chyba mówi samo za siebie. Może nie poznają. Może dlatego uciekają zamiast zostać na śniadanie. Gdybym chociaż miał cokolwiek na śniadanie w lodówce poza energetykiem i słoikiem suszonych pomidorów w zalewie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz