
Da się! Jednak się da- zaspać na uczelnię na godzinę 18. Z resztą, w co ja wątpię? Przecież to ja- mistrz- jeśli chodzi o zasypianie- szkoda, że ze spaniem to nie wygląda już tak kolorowo.
Tak, miałem się dziś pojawić wyjątkowo na zajęciach wychowania fizycznego na uczelni, które to z kolei summa summarum bardziej zbliżają się do anonimowego spotkania niedorozwojów- mogliby nam jeszcze jakieś odszkodowanie płacić, skoro już nas tak traktują. Czemu wychowanie fizyczne nie mogłoby być czymś ciekawym. Przygodą, wyzwaniem! Wyzwaniem jest- samo dotarcie tam.
Zapadam w sen zimowy od jakiegoś czasu. Cały czas. Bez przerwy chodzę zaspany a mój mózg utracił zdolność konfrontacji rzeczywistości ze snem- te dwie niegdyś tak inne warstwy, teraz jakby zlewają się w jedną. To nie za dobrze, bo czasem potrafią się przyśnić fajne sny, a jak wyskoczę z pocałunkiem do fajnej dziewczyny, z którą w czasie snu łączyło mnie więcej, w czasie rzeczywistym dostanę siarczystego liścia- co w gruncie rzeczy byłoby i tak warte zachodu chyba. Nie jest tak źle jak myślałem dotychczas, chyba przestanę się martwić. W końcu grunt do dobra zabawa. Bez dobrej zabawy nie ma uśmiechu, a bez uśmiechu wszystko traci barwy, ciepło i w ogóle- wszystko co fajne. Tak więc uszy do góry, czas się wziąć za rysunki- ale mi się koszmarnie nie chce- wrócił, stary, dobry, troszeczkę czasem leniwy Królik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz