
Posrane funkcjonowanie mojego dysku twardego zwanego mózgiem wraz z nagannymi zachwianiami zdrowia spowodowały, że ostatnimi czasy miałem w formie amnezji i nie udawało mi się nic wykrzesać, co by się nadawało na formę pisemną tu przeze mnie przedstawianą. Pamiętam tłusty czwartek- który to swoją drogą powinien przejść do historii, a potem długo długo nic, po drodze jakiś wyjazd do Gdańska z kuzynką, napisanie tekstu piosenki o większość ówczesnych młodych dziewczyn, sporo myśli o otaczającym nas świecie- głownie dotyczącym aury towarzyszącej Przewozom Regionalnym, znowu długo długo nic, bal architektury, który się odbył w Sfinksie w Sopocie, potem (chyba, albo przedtem) całonocne- nie do końca udane- próby z zespołem u mnie w garażu poprzedzające piątkowy koncert w Infinium i to chyba tyle.
Zaczynając od początku. Tłusty czwartek. Uczelnia- pączki. Po uczelni spotkanie ze znajomymi w celu ich dalszej konsumpcji. Gra we wspólne tworzenie śmiesznych historyjek na zasadzie dopisz ciąg dalszy od słowa ostatniego, pączki, oglądanie schizowatych filmów brata Emilii- kumpeli z roku, pączki, oglądanie zmutowanych krów na youtube, więcej pączków.
O wyjeździe do Gdańska z kuzynką nie wiele mogę napisać, poza tym, że po raz kolejny i nie ostatni spotkałem się na drodze ze spadającymi na łeb, na szyję umiejętnościami prowadzenia pojazdów osobowych osób poruszających się nimi po drogach miejskich. Twór w postaci tekstu piosenki powstał w bardzo uproszczonej formie i nic z nim dalej nie robiłem.
Coraz bardziej mnie przeraża i dołuje w jakiś sposób styczność z ludźmi- ogółem. Świat się stacza, albo już dawno się stoczył a ja to dopiero teraz zauważam. Problem alkoholu jest wszechobecny. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, jest wszędzie i zawsze. Ja wiem, że ludzie z alkoholem problemów nie mają, a raczej bez niego, ale z drugiej strony czy alkohol jest rzeczą godną absorbowania sfery problemów normalnego człowieka? W komunikacji miejskiej syf, bród, smród i ubóstwo. Ciekaw jestem czy jest takie miejsce na ziemi gdzie to nie występuje. Jeśli tak, proszę o translokację, jeśli nie eksterminację ludu, którego ten problem się tyczy, albo masowe uzdrowienie. Głupocie i bezmyślności też by się coś takiego przydało.
Bal architektury- pierwsza tak liczna integracja osób z roku i nie tylko. Bo bardzo długiej przerwie wizyta w odmienionym niby Sfinksie- osobiście oczojebnych różnic nie zdołałem zauważyć. Po tamtym wieczorze wzięło mnie na słuchanie muzyki z rodzaju SebastiAn.
Powiadomiłem oficjalnie zespół, że od nich odchodzę, zaraz po nagraniu dotychczasowego materiału w przynajmniej zadowalającej mnie jakości. Chyba nie pomogło i dalej niektórym to wisi. Trudno. Decyzja podjęta i najwyraźniej słusznie. Przygotowania poszły tak jak się spodziewałem, i efekt był również taki jaki można było się domyśleć. I mimo tego, że ludu się podobało, ja uważam, że po raz kolejny osiągnęliśmy znakomite- dno. Jedno dobre- przenoszę się na półkę wyżej jeśli chodzi o sprzęt, którego używam. Sprzedaję wzmacniacz i kupuję- wzmacniacz. Lepszy, lżejszy, mniejszy, fajniejszy, bardziej kolorowy i chwalony przez ogół wtajemniczonych w temat osób. Po koncercie- kilka przydatnych mi osobiście wniosków, mały Armagedon w pokoju (przybyło kilka przestrzenio-chłonnych przedmiotów ściśle związanych z zespołem), kilka dobrych pomysłów i mobilizacja do działania i zrobienia czegoś z... Chyba ze sobą. Bo co innego mi pozostało.
Ach tak! Wiosna! Zastała nas wiosna! Hura! Yepee! Yeah! Ale długo to nie potrwało. Piąty dzień wiosny, za oknami śnieg, znowu zmarznięty nos i palce i rąk, gruba, cebulowa warstwa ubrań. Powtórka z rozrywki, a już myślałem, że po raz kolejny takowej nie będzie. No cóż. Co zrobić. Trzeba po raz kolejny jakoś to przetrwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz