wtorek, 1 marca 2011

Refreshing splash.


Woda. Nie wiem czy wam też, ale mi się na maksa kojarzy z dzieciństwem. Pamiętam jak zawsze za bachora, jeździliśmy z rodzicami do ich znajomych nad jezioro, gdzie domek znajdował się jakieś dwadzieścia metrów od jeziora. Zazwyczaj jak już wszyscy rano powstawali robiliśmy sprint do jeziora, żeby się umyć, opłukać czy cokolwiek z tych. Jako, że prawie przez całe życie w porach rannych mojej twarzy towarzyszyło nieziemskie zamulenie, w chwili kiedy się ona zderzała z taflą wody pojawiało się uczucie niesamowitego orzeźwienia. W ogóle, nie kończyło się to wszystko oczywiście tylko umyciem. Zazwyczaj potem była przynajmniej godzina zabawy w wodzie. Opryskiwanie się wodą, stawanie na rękach do góry nogami, rzucanie się w dal, podtapianie się i tego typu przykre rzeczy. Żartuje. To były jedne z najpiękniejszych chwil w życiu, których mi brakuje. Aczkolwiek uczucie orzeźwienia w zetknięciu twarzy z wodą o poranku nadal mi towarzyszy. Zazwyczaj pod prysznicem. W ogóle, dobrze jest zacząć dzień od prysznica, miłego zajęcia- jakim w moim przypadku jest puszczenie głośno skocznej i wesołej muzyki a 'la Plan B - Stay Too Long, czy Arctic Monkeys - From The Ritz To The Rubble. Polecam. Od razu ma się więcej siły na energiczne przeżycie dnia. Zawsze jak chodziłem do pracy w różnych godzinach w ciągu całej doby, strasznie mi się nie chciało, sytuacja się zmieniała jak rano słuchałem tego typu muzyki i zaczynałem skakać po domu. Wtedy to już czułem się na siłach, żeby góry przenosić. I tak jest do dziś. Świat się zmienia. Nie znowu aż tak bardzo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz