piątek, 21 września 2012
Borntobreathe.
Dziwny poranek. Godzina dziewiąta rano. Słońce ogrzewa czarną papę na dachu mieszkania z którym się już żegnam, siedząc na ów dachu, marząc o kawie na dobry początek dnia cudownie uzupełniającą porannego kapcia w otworze gębowym dzierżącym papierosa. Widok zatoki Gdańskiej z perspektywy Gdyni. Skarj lasu. Cicho przygrywająca temu wszystkiemu Pj Harvey skłania ku cisnącym się łzom w oczodoły. Angelene. Zieleń drzew, które za chwile za sprawą jesiennej pory nabiorą żółci, pomarańczu i krwistej czerwieni. Zawsze kochałem liściaste lasy. Pamiętam każdą chwilę, w której rzucałem się z kimś liśćmi. Z niektórymi nie zdążyłem i zastanawiam się czy będzie mi to jeszcze dane. Zupełnie inaczej będzie wyglądać zejście z tej cholernej góry na dworzec główny w Gdyni, zupełnie inaczej będę patrzył w okno pociągu szybkiej kolei miejskiej relacji Gdynia Główna - Główny Gdańsk. Zupełnie inaczej będzie wyglądać starówka, inaczej pachnieć będzie powietrze. Są takie poranki, kiedy zastanawiamy się co dalej. To jeden z nich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz