sobota, 8 listopada 2014

Stinkyfeetfeelthebeatnonsensnonses.

Jesteś tam gdzie jesteś i stoisz tam gdzie stoisz, chyba, że leżysz - albo siedzisz. Możesz też wisieć lub spadać, niejako zawieszony w mniej lub bardziej określonej przestrzeni. Tak czy owak, nie zmienisz tego. Zmienić się może sytuacja, a Ty bedziesz nadal w tym samym położeniu. Nie jestem do końca pewien tego co czuję to pisząc. Co dokładnie mam na myśli. Chyba, że dokładnie to co piszę.
Straszna noc w pracy minęła tak skrajnie jak dawno tego nie doświadczyłem. Ułamki sekund dzieliły momenty podskoków z nie opisanej radości i przypierdolenie komuś w ryj. Taka praca. Ludzie tacy. I złośliwości rzeczy nieżywych. Po pracy wracam do domu i pierwsze co, kładę się na łóżku a jedyne co może mi przeszkadzać, to śmierdzące skarpetki po całej nocy spędzonej w tanich butach z haemu czy innej wyspy. Rolety w wykuszu kołyszą się na ciepłym powietrzu z grzejnika. Falują równomiernie wpędzając mnie w ślepy zaułek zaciekawienia niczym ciekawym. Chociaż, jeśli chwilę dłużej nad tym pomyśl,  to fizyka wydaj ssię być ciekawa. Leżę i zadaję sobie pytanie, czy dam radę przedrapać się przez, jak wydawać by się mogło, średniowieczne tapety i tynk - oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że w średniowieczu mogli w ten sposób nie wykańczać wnętrz - do pięknie rdzawych cegieł, mojego ulubionego w nowym domu - ryzalitu. Czy w moim łóżku mieszkają nieznane dotąd gatunki, gryzących mnie po nocach, owadów. Czy moje pranie już wyschło i czy gdy zasnę, obudzi mnie pierdolnięcie lustra o ziemię, bo rzem je pod tak dużym kątem pod ścianą oparł. Czy obudzę się na czas - czyli nie zaśpię do pracy dziś na czternastą. Pierdoły i wiewiórki. Przegrałem z dywizami [i z analfabetyzmem przyp. red.] . Pora spać. Miłego dnia.

niedziela, 2 listopada 2014

Oobejakjaniemoge.

Obudziłem się z głową pełną pomysłów. Chociaż mam wrażenie, że jednak trochę jeszcze spałem, bo aż nie możliwe. Miałem zamknięte oczy a przed nimi pojawiały się obrazy, które rozumiałem - mimo, że już prawie nic nie pamietam. Widziałem dwie drewniane albo ratanowe miski wypełnione bonami promocyjnymi. Na rzeczy. Nie pytajcie jakie. Pamiętam tylko duże 'co do kurwy nędzy?!' w moich myślach bo to nie były rzeczy, na które robi się bony promocyjne. Iks de. Widziałem też obraz z dużym plastikowym pudełkiem na płatki śniadaniowe, jak z amerykańskich filmów. Rzecz w tym, że było w lodówce - kto u licha trzyma płatki w lodówce?! Na dolnej półce, w prawym, tylnym rogu za czerwonymi, plastikowymi tubkami z ketchupem i sosem barbecue. Na pudełku była duża czarno-czerwona etykieta z wielkim napisem GAY CORN. Podobnym do logo strony Gazprom - o to też nie pytajcie - po prostu wiem. Myślę, że gdybym pospał jeszcze trochę to miałbym szansę na jakąś nagrodę. W dzidzinie. Rzeczowej. Nie wiem. Chyba jednak nie do końca się wyspałem. Odkreślam właśnie szóstą kreskę na ścianie więziennej celi. Szósta noc pod rząd w pracy i już zaczynam świrować. Starzeje się. To znaczy, że Ty też. Że kiedyś się spotkamy i będziemy sobie zmarszki wyliczać. Lubię zmarszczki, więc możesz do końca życia liczyć na mój uśmiech. I'm just saying. Albo selling. Myself.

poniedziałek, 27 października 2014

Killmetvkillmereality.

Doświadczyłem wczoraj niesamowitej retrospekcji z mojego ćwierćwiecznego żywota. Przeleciałem jakieś siedemset kanałów telewizyjnych. Przypomniałem sobie jak to jest robić coś, co kiedyś było dla mnie jak dzisiejszy odpowiednik przewijania facebookowej ściany. Tylko trochę lepsze. Przynajmniej się nie oklamywalem. Świat też mniej mnie chyba oklamywal. Wyborem szczęśliwych momentów z życia innych ludzi i masą wiedzy bezużytecznej, która w większości wypadków bywa wyssana z palca. Sprałem sobie mózg przy polskim, zrobionym dla jaj, serialu Bartka Kędzierskiego- La Maviuta- udającym latynoską telenowelę- polecam. Uroniłem łzę w trakcie dokumentu o Eboli, a wcześniej- stojąc w oknie z mentalna fajka w ustach. Leżałem na sofie, wpieprzalem popcorn i głaskałem koty. Przesiedzialem kilka godzin, jak ta cma barowa, tym razem z herbatą, podpierajac o łokieć ciężką głowę zawieszona nad drewnianym blatem jednego z gdańskich lokali. Wróciłem do domu obzerajac się hot dogami ze stacji benzynowej, którą mam zawsze po drodze. Obejrzałem stary odcinek mojego ulubionego serialu i katujac jedną piosenkę z tej serii- na koniec tego pięknego dnia, przesiedzialem kilka minut w oknie paląc ostatniego dziś papierosa. Gapiac się przy tym w głuchą przestrzeń niebosklonu rozposcierajacego się między koronami drzew i blokami z na przeciwka, a dachem kamienicy, w której mieszkam. To był spokojny i miły dzień. Dużo myślałem o tym jak teraz wyglądają moje dni. O tym, że troszkę chyba uciekam w alkoholizm blokując procesy myślowe. Lubię pić. Napierdolic się i następnego dnia obudzić się z efektem uczucia zerwanego filmu. Nie lubię wymiotowac. Ale to chyba dobry objaw. Przekonałem się, że nie jestem sam na tym świecie, że są jeszcze ludzie, których interesuję i którymi sam potrafię się zainteresować. Dzisiaj pakuję toboły do wyprowadzki i zastanawiam się czy nowe miejsce cokolwiek we mnie zmieni. Zazwyczaj chyba tak powinno to działać. Przynajmniej jeśli chodzi o jakieś wewnętrzne poczucia. A nóż zacznę w końcu częściej Wam tu płodzic czasozabijacze do czytania. Już czuję, że zacząłem troszkę lepiej się dogadywać ze swoim pustym od pewnego czasu łbem. Wish me luck!

poniedziałek, 22 września 2014

Shaveyourbrain.

Ogoliłem sobie jaja a świadomość tego, że faktycznie jest tak, że przepadam za młodymi i pięknymi chłopcami ciągnie mnie do podejrzeń, że skończę jak Hank Moody w Californication, z jedną ręką w gaciach szesnastolatka i drugą, w sądzie- ze sprawą o gwałt na nieletnich- oczywiście nie świadomy. Na pewno jest trochę takich, którzy polują. Ale co ja mogę poradzić, że się boję dużych, owłosionych panów po trzydziestce. A inni mnie nie chcą. W każdym razie, każdemu nie doświadczonemu polecam golenie a potem starania puszczenia tego w niepamięć. I jakoś nie chce mi się wierzyć, że potem jest lepiej, że się skóra przyzwyczaja. Moje włosy mają twardość kwarcu i wiem jak to wygląda na twarzy. Nie, nie i nie. Jeszcze raz. Aczkolwiek nie powiem. Przez chwilkę nawet się sobie podobałem. Tak. Ogoliłem się, zdałem sobie sprawę z wielu istotnych rzeczy w moim życiu. Nie wyciągnąłem wniosków. Upiłem się kolejnych kilkanaście razy. Kilka razy urwał mi się film, kilka razy skończyło sie na rzyganiu pod blokiem, a pozostałe kilka zapijałem smutki w towarzystwie innych smutnych. Stworzyłem kilka przyzwoitych ścieżek dla MONO i dla siebie. Potem się troszkę przyczyniłem do rozpadu projektu. Nie zrobiłem nic więcej. Zacząłem lepiej sprzątać w pracy. I więcej oszukiwać samego siebie. Ale tak jest 'fajnie'. Oglądam Przyjaciół i filmy akcji drugiej kategorii. Słucham techno. Jem bez glutenu. Czasem. Oraz namiętnie strzelam selfie na insta i tonę w radości, że w końcu udało mi się coś napisać. Pomimo, że to w większości żale. Do zobaczyska!

I bym zapomniał- #niedlaciechana

piątek, 7 lutego 2014

Wetbreastcrashtest.

Sezon, ciągłej, wzajemnej masturbacji oralnej, nadrabiania rocznych zaległości filmowych, leżenia i grzania dupy w domu pod kocem wciąż jakby trwa. Doskonale świadczy o tym utrzymujący się śnieg- łamane na, lód- na ulicach. Zwierzyna wychodzi na polowanie tylko nocą, że to niby w ciemności na białym gorzej się w oczy rzuca. Liczydła sępów z energii i wodociągów ścigają się na klatce spółdzielni mieszkaniowej o pobijanie rekordów, co z kolei odbija się na naszych i tak już nadszczerbionych kontach bankowych przez zakupy rozgrzewających atmosferę specyfików- gdzie oczywiście mam świeczki na myśli. Oraz ciepłe i cieplejsze koce między innymi. Tymczasem mi, z nocnym trybem życia, w dodatku na gdańskiej starówce, cisną się na synapsy wielkie rozkminy, co za tym idzie- kilka konkluzji z wczorajszej nocy w pracy. Papier do dupy jest dobrym zagłówkiem, Pan Filip gra głośno, a homoseksualiści szybko się upijają i wygadują niestosowne rzeczy. Ale to pewnie nie wszystko. I nie wszyscy. Mróz spowalnia lub wręcz uwstecznia pracę moich szarych komórek, więc na większe powiązania, płynne przejścia między wątkami tu poruszanymi nie macie co liczyć. Kontynuując, chciałbym poruszyć kolejnych kilka mało istotnych aspektów egzystencji w korycie brodzika niedorozwojów ewolucji. Ostatnio jest tak zimno, że jak robię to co wiadome, opuszczam spodnie tylko do połowy ud. Na szczęście takiej skrajności doznałem jak na razie tylko w pracy jak nam klimatyzacja się wzięła i się zepsuła. Najgorsze mrozy podobno już minęły, co uważam, że dzielnie przetrwałem, więc jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej- jak to mawia Pan Grzegorz. Zima sprowokowała mnie do ryzykowania życia ukracając sobie podróż, na przełaj drogi szerokości pasa startowego dla modelu Airbus 380, przemierzając niejednokrotnie zaspy jak na Uralu. Kojarzycie film Coyote Ugly, co w oczywisty sposób tłumaczy się na polskie jako Wygrane marzenia? Epickie imprezy z tańcem na barze, tłuczeniem szkła i ogólną rozpierduchą na sali? Tak mi mniej więcej mija każdy weekend, czy to w pracy czy poza nią, ale w tym samym miejscu. Tyle tylko, że za barem nie robimy sobie zbyt często zawodów miss mokrego podkoszulka. Częściej na zapleczu. Ale pisząc więcej, musiałbym Was wytropić i zabić. Taka sytuacja. Dni uciekają jak woda między palcami, noce się dłużą, a ja już mylę beton suchy z jeziorem okalającym moje auto ze stron wszelakich. Na szczęście po ciemku. Także zwierzyno, bierz przykład z natury i chowaj się gdzie? W kałużach.

środa, 8 stycznia 2014

DIY.

Otworzyłem oczy. Przypomniałem sobie o Czajkowskim, oraz o tym, że wczoraj wracając samochodem do domu nie zmieniłem przez całą drogę, o ani jedną w przód czy w tył, stacji radiowej. Czemu? Bo leciało chiliZET. I chyba zaczynam rozumieć Stiga z TopGear. Muzyka klasyczna jest jedyną słuszną i pasującą zawsze nie zważając na okoliczności. Podniosłem się, wziąłem prysznic, pojechałem na kawę. Chodząc po dość szarym w tych dniach Gdańsku stwierdziłem, że nigdy nie zwracałem chyba uwagi na detale. Może tylko te najbardziej rzucające się w oczy jak dziewczyny z klubu GoGo, czy zaczepiający żule. Tyle wygrać. Tyle mieć pod ręką piękna. Na prawdę, nie wiem czy, którekolwiek z Was ma podobne odczucia, ale przechodząc na ten przykład nad Motławą, i obserwując dokładnie fasady budynków restauracji i saloników z bursztynem można zabłądzić wzrokiem na tyle, żeby ocknąć się przy Hiltonie- idąc od Długiej. W międzyczasie przegapić i dużo się spóźnić na odwiedziny Józefa K. w nowej lokalizacji. Polecam. Ej. Na prawdę. Polecam. Zarówno Józka jak i Fliska (Cafe Flisak 76). Wracając do płodności Uakari i ich czerwonych ryjców. Znowu zrobiłem przemeblowanie w pokoju. Ewolucja mojego umysłu nie zna granic. Przemeblowanie - ze słownika języka polskiego - to, uwaga- "zmiana ustawienia mebli", nie rozkręcanie ich i chowanie pod łóżkiem bo psują odczucia estetyczne mojego zboczonego mózgu. Niedługo moje przemeblowanie sięgnie przestawiania ścian. Chociaż to już remont. Także przearanżowałem moją wrzeszczową przestrzeń, zacząłem trochę więcej pisać, jeszcze nie zacząłem grać i utrudniać życia sąsiadom ale do tego też dążę i nie jestem już czynnym pedałem w związku. Tyle u mnie. Napisze przy kolejnym kacu. À propos! Usłyszałem przy barze ostatnio bardzo mądre zdanie. Czekaj, czekaj, jak to szło. Coś o piciu i pisaniu.