
Dłuższy brak nasłonecznienia organizmu powoduje spadki formy dobrego nastroju i częstsze uczucie chandry i niezrozumiałego niezadowolenia. Dla przykładu, obecnie siedzę z kompletnie rozluźnionymi mięśniami całego ciała, drżąc przy mocniejszym uderzeniu basowego bębna, oddycham głęboko w rytm, lewituję gdzieś między gęstym powietrzem wypełnionym dźwiękami Illuminated Hurts'ów a sufitem, który z zamkniętymi oczami zdaje się udawać czarne gwieździste letnie niebo. Kilka dni temu zjarałem się z kuzynem, na początku nie było za ciekawie, ale potem włączyłem swoją muzykę, położyłem się i czułem jak wypełnia mnie każdy dźwięk. Normalnie potrafię dojść do narkotycznego stanu bez wspomagaczy- do tej pory się bałem, jak wpłynie na mnie substancja psychoaktywna. Dalej się boję, że pokocham ten stan bardziej niż stan towarzyszący głębokiemu wdechowi świeżego powietrza i ciepłu promieni słonecznych uderzających mnie prosto w ryj. Byłaby wielka szkoda stracić swoje rzeczywiste ja na rzecz złożonej substancji z dźwięków i drgań, płynącej zamiast krwi w żyłach. Do tego wszystkiego dochodzi senne marzenie o scenie i tłumie ludzi skaczącym w rytm głośnych szarpnięć strun, uderzeń w bębny, i krzyków prosto w mikrofon.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz