
Zmysłowe- seks i pocałunki, są czymś, w czym powinno brać udział całe ciało, i całe ciało powinno dawać temu wyraz. Taka ot złota myśl mi ostatnio przyszła do głowy. Czemu to piszę akurat teraz? Bo chce pisać o głodzie. Zwlekłem się z łóżka wychodząc spod ciepłej kołdry- co jest nie lada wyczynem o tej porze- żeby zasiąść do pisania, pod szczególną uwagę biorąc fakt, że decyzję odłożenia ciekawej i wciągającej książki, i ułożenia się do pozycji wygodnej na tyle, ażeby pozwoliła mi zasnąć, tłumaczyłem w sms'ie adresowanym numerem telefonu Magdy, ambitnymi planami porannej misji podniesienia mojej leniwej dupy o jakiejś wczesnej godzinie- bliżej określonej ustawieniem budzika na godzinę dziewiątą, oraz tak samo ambitnymi, jak ten poranny wyczyn, planami na cały dzień. Tak więc wstałem, poszedłem zapalić papierosa z głową pełną płynnych myśli na temat tego o czym chce pisać, wróciłem, usiadłem nie do końca wygodnie na skraju łóżka i ot co powstaje. Samo to, że poszedłem zapalić jest już związane z głodem. Odnoszę wrażenie, że pojęcie głodu tak jak i innych ciekawych odczuć i uczuć z biegiem lat nabiera coraz to ciekawszych, mniej lub bardziej skomplikowanych znaczeń. Kiedyś uczucie głodu kończyło się co najwyżej słownym męczeniem mamy o coś dobrego do jedzenia. Dziś odnosi się- świadomie, bo wcześniej może i było wiele takich tłumaczeń rzeczy, ale raczej w podświadomości- do tytoniu, alkoholu i wszelkiego rodzaju używek, jedzenia, seksu, poczucia bliskości drugiej osoby, wiedzy, świeżego powietrza, towarzystwa, zabawy, pieniędzy, określonego rodzaju uczuć, i wielu, wielu innych. Wychodząc na ulice mijamy ludzi pędzących na głodzie do pracy, szkoły, na dyskretne, potajemne spotkanie z kochanką czy do sklepu po jakieś pełnowartościowe żarło- tak, to apel, żeby się zdrowo odżywiać- to ważne. Głód napędza życie i rytm codzienności. Kiedyś biegaliśmy beztrosko, bawiliśmy się w brudnej piaskownicy albo skakaliśmy po drzewach i nieświadomie ocieraliśmy się o rychłą, bolesną śmierć i nawet nie było czasu, żeby myśleć o tym, że trzeba coś dla przykładu zjeść. Ważniejsze było, żeby narazić swoje życie i zdrowie przy dobrej zabawie. Dałoby się tak teraz?
Nadal mogę podziwiać przepiękne świadectwa głodu bycia lepszym od sąsiadów, przejawiającym się walącymi po oczach łańcuchami lampek emitującymi światło wpadające przez okna- co swoją drogą też nie ułatwia zapadnięcia w błogi sen, o czym chyba już marzę. Napisałem co wiedziałem. Reszta odpłynęła, bo problem z płynnymi myślami- jak mógłbym określić większość swoich- polega na tym, że szybko umykają pamięci. Pora spać, pomimo głodu jej ust i ciała ułożonego przy moim boku. Dobrej nocy życzę jawnie ukrywającym się głodomorom. I smacznego wszystkim jedzącym już śniadanie w poniedziałkowy (ach, jak my wszyscy bezgranicznie uwielbiamy ten dzień tygodnia) poranek- nie koniecznie w godzinach przedpołudniowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz