sobota, 1 stycznia 2011
Another day calls out for you to make your own .
Jeden rok się skończył, a kolejny zaczął. Moja męska duma samotnego samca została zmiażdżona przez jedwabną chusteczkę, choć tym razem się wyjątkowo z tego cieszę. Odzyskałem kogoś kogo straciłem dawno temu. Zaczynamy kolejny etap, jak zwykle z obawą czy czegoś nie spierdolę. Chociaż i tak uważam to za swego rodzaju cud, piękny. Powinienem w tym miejscu podsumować jakoś miniony rok, napisać coś o postanowieniach noworocznych i tak dalej, ale szczerze mówiąc, ani mi się śni wciskać wam takie pierdoły. Postanowienia noworoczne są zbędne. Rok jak każdy wcześniejszy miał i każdy przyszły rok będzie miał w sobie coś z dobrej i ze złej strony przypadków mających miejsce na co dzień. Jak to jest, że jednego dnia cieszymy się z wolności wszystkiego co tylko robimy, a na dzień następny nie wyobrażamy sobie jak mogliśmy żyć bez czegoś co tak na prawdę troszkę ogranicza. Ograniczenia chyba jednak są nieodłączną częścią wszystkiego. Może kiedyś nie były, jak się jeszcze mieliśmy jako ludzie w zwyczaju rzucać kamieniami (co zresztą nie do końca minęło) i ganiać z pochodniami po prehistorycznych pustkowiach ziemi. Kolejną rzeczą jaka mnie dziś dręczy, jest to, że puścili nowy sezon mojego ulubionego serialu Californication. Byłoby wszystko dobrze, gdyby gościowi, który odpowiada za scenariusz coś nie odpierdoliło i nie zmienił prawie diametralnie charakterystyki postaci i kompozycji ujęcia poszczególnych scen, sposobu formułowania dialogów między bohaterami i wiele, wiele innych. To chyba znak, że jego historia skończyła się tam gdzie powinna, a moja zaczyna właśnie teraz. Ten serial za bardzo mnie odcinał od świata rzeczywistego i pochłaniał w swoje odrębne wnętrze. Niech i tak będzie- będzie postanowienie noworoczne- dalej żyć i cieszyć się wszystkim czym się da. Chłonąć jak gąbka soki uprzednio wyrznięte silnym uściskiem chęci i ambicji. Jak coś stanie na drodze to przywalę z całej siły, i nawet nie będzie mi szkoda poświęcić do tego celu którejś z zalegających u mnie gitar.
Wcale mi się nie podoba to co napisałem, ale mam problemy z ubieraniem myśli w słowa. Większość pozostaje tymczasem w stringach z wielką trąbom z przodu i kiczowatych oczojebnych sandałach z równie tandetnymi cekinami na paskach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz