
Jesteśmy nacją błędu. Nasze rodziny coraz częściej reprezentują doskonale formułę błędu. My się uczymy na ich błędach, zapierając się rękoma i nogami, żeby sami tych błędów nie popełniać, tymczasem tworzy się błędne koło, chmara dymu, napuszczona pod szklankę z toksycznych ust nadinterpretacji rzeczywistości, a my w środku. Coraz więcej słyszy się z ust młodego pokolenia przekleństwa niegdyś, jak można by było pomyśleć, normalnego życia. I nie chodzi mi o słowa rzędu kurwy czy pierdolenia. Chodzi o rzędy sytuacji i złych świadectw starych wzorców. Wzięło mnie na kolejne przemyślenia z cyklu- nienawidzę społeczności, przy czym słowo nienawidzę mógłbym raczej zastąpić- boję się- przy okazji Dni Pruszcza Gdańskiego. Czemu? Dni oficjalnego przyzwolenia na ujawnianie się najgorszych patologii, których miejsce raczej powinno być ograniczone progami pijackich melin- takie, choć dość rozwinięte nazewnictwo, by mi bardziej pasowało do tego gminnego święta. I tu, doskonale widać setki przykładów wyżej wymienionego ścierwa. I za przeproszeniem- za chuj, nie mogę pojąć gdzie się podziewa świadectwo rozumu, na co dzień inteligentnych, pracujących w poważnych instytucjach, doskonale wpasowanych w spierdolony system chorej organizacji państwa dorosłych i dojrzałych ludzi. Wszyscy co "lepsi" o tym wiedzą i to widzą. Osobiście- wybaczcie jeśli zanudzam- ale nie potrafię zamilczeć. Do dna!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz