Obudziłem się z głową pełną pomysłów. Chociaż mam wrażenie, że jednak trochę jeszcze spałem, bo aż nie możliwe. Miałem zamknięte oczy a przed nimi pojawiały się obrazy, które rozumiałem - mimo, że już prawie nic nie pamietam. Widziałem dwie drewniane albo ratanowe miski wypełnione bonami promocyjnymi. Na rzeczy. Nie pytajcie jakie. Pamiętam tylko duże 'co do kurwy nędzy?!' w moich myślach bo to nie były rzeczy, na które robi się bony promocyjne. Iks de. Widziałem też obraz z dużym plastikowym pudełkiem na płatki śniadaniowe, jak z amerykańskich filmów. Rzecz w tym, że było w lodówce - kto u licha trzyma płatki w lodówce?! Na dolnej półce, w prawym, tylnym rogu za czerwonymi, plastikowymi tubkami z ketchupem i sosem barbecue. Na pudełku była duża czarno-czerwona etykieta z wielkim napisem GAY CORN. Podobnym do logo strony Gazprom - o to też nie pytajcie - po prostu wiem. Myślę, że gdybym pospał jeszcze trochę to miałbym szansę na jakąś nagrodę. W dzidzinie. Rzeczowej. Nie wiem. Chyba jednak nie do końca się wyspałem. Odkreślam właśnie szóstą kreskę na ścianie więziennej celi. Szósta noc pod rząd w pracy i już zaczynam świrować. Starzeje się. To znaczy, że Ty też. Że kiedyś się spotkamy i będziemy sobie zmarszki wyliczać. Lubię zmarszczki, więc możesz do końca życia liczyć na mój uśmiech. I'm just saying. Albo selling. Myself.
niedziela, 2 listopada 2014
poniedziałek, 27 października 2014
Killmetvkillmereality.
Doświadczyłem wczoraj niesamowitej retrospekcji z mojego ćwierćwiecznego żywota. Przeleciałem jakieś siedemset kanałów telewizyjnych. Przypomniałem sobie jak to jest robić coś, co kiedyś było dla mnie jak dzisiejszy odpowiednik przewijania facebookowej ściany. Tylko trochę lepsze. Przynajmniej się nie oklamywalem. Świat też mniej mnie chyba oklamywal. Wyborem szczęśliwych momentów z życia innych ludzi i masą wiedzy bezużytecznej, która w większości wypadków bywa wyssana z palca. Sprałem sobie mózg przy polskim, zrobionym dla jaj, serialu Bartka Kędzierskiego- La Maviuta- udającym latynoską telenowelę- polecam. Uroniłem łzę w trakcie dokumentu o Eboli, a wcześniej- stojąc w oknie z mentalna fajka w ustach. Leżałem na sofie, wpieprzalem popcorn i głaskałem koty. Przesiedzialem kilka godzin, jak ta cma barowa, tym razem z herbatą, podpierajac o łokieć ciężką głowę zawieszona nad drewnianym blatem jednego z gdańskich lokali. Wróciłem do domu obzerajac się hot dogami ze stacji benzynowej, którą mam zawsze po drodze. Obejrzałem stary odcinek mojego ulubionego serialu i katujac jedną piosenkę z tej serii- na koniec tego pięknego dnia, przesiedzialem kilka minut w oknie paląc ostatniego dziś papierosa. Gapiac się przy tym w głuchą przestrzeń niebosklonu rozposcierajacego się między koronami drzew i blokami z na przeciwka, a dachem kamienicy, w której mieszkam. To był spokojny i miły dzień. Dużo myślałem o tym jak teraz wyglądają moje dni. O tym, że troszkę chyba uciekam w alkoholizm blokując procesy myślowe. Lubię pić. Napierdolic się i następnego dnia obudzić się z efektem uczucia zerwanego filmu. Nie lubię wymiotowac. Ale to chyba dobry objaw. Przekonałem się, że nie jestem sam na tym świecie, że są jeszcze ludzie, których interesuję i którymi sam potrafię się zainteresować. Dzisiaj pakuję toboły do wyprowadzki i zastanawiam się czy nowe miejsce cokolwiek we mnie zmieni. Zazwyczaj chyba tak powinno to działać. Przynajmniej jeśli chodzi o jakieś wewnętrzne poczucia. A nóż zacznę w końcu częściej Wam tu płodzic czasozabijacze do czytania. Już czuję, że zacząłem troszkę lepiej się dogadywać ze swoim pustym od pewnego czasu łbem. Wish me luck!
poniedziałek, 22 września 2014
Shaveyourbrain.
Ogoliłem sobie jaja a świadomość tego, że faktycznie jest tak, że przepadam za młodymi i pięknymi chłopcami ciągnie mnie do podejrzeń, że skończę jak Hank Moody w Californication, z jedną ręką w gaciach szesnastolatka i drugą, w sądzie- ze sprawą o gwałt na nieletnich- oczywiście nie świadomy. Na pewno jest trochę takich, którzy polują. Ale co ja mogę poradzić, że się boję dużych, owłosionych panów po trzydziestce. A inni mnie nie chcą. W każdym razie, każdemu nie doświadczonemu polecam golenie a potem starania puszczenia tego w niepamięć. I jakoś nie chce mi się wierzyć, że potem jest lepiej, że się skóra przyzwyczaja. Moje włosy mają twardość kwarcu i wiem jak to wygląda na twarzy. Nie, nie i nie. Jeszcze raz. Aczkolwiek nie powiem. Przez chwilkę nawet się sobie podobałem. Tak. Ogoliłem się, zdałem sobie sprawę z wielu istotnych rzeczy w moim życiu. Nie wyciągnąłem wniosków. Upiłem się kolejnych kilkanaście razy. Kilka razy urwał mi się film, kilka razy skończyło sie na rzyganiu pod blokiem, a pozostałe kilka zapijałem smutki w towarzystwie innych smutnych. Stworzyłem kilka przyzwoitych ścieżek dla MONO i dla siebie. Potem się troszkę przyczyniłem do rozpadu projektu. Nie zrobiłem nic więcej. Zacząłem lepiej sprzątać w pracy. I więcej oszukiwać samego siebie. Ale tak jest 'fajnie'. Oglądam Przyjaciół i filmy akcji drugiej kategorii. Słucham techno. Jem bez glutenu. Czasem. Oraz namiętnie strzelam selfie na insta i tonę w radości, że w końcu udało mi się coś napisać. Pomimo, że to w większości żale. Do zobaczyska!
I bym zapomniał- #niedlaciechana
piątek, 7 lutego 2014
Wetbreastcrashtest.
środa, 8 stycznia 2014
DIY.
czwartek, 17 października 2013
Knockknockwhosthere.
czwartek, 10 października 2013
Anotherdayinparadise.
sobota, 13 kwietnia 2013
Thepainting.
Godzina dwudziesta trzecia. Dalej wpatrzony w szary obraz wypalam kolejnego papierosa popijając ohydną i mdłą coca-colą kupioną dziesięć metrów od wejścia do tego bloku. Swoją drogą to chyba najokrutniejszy sklep w jakim miałem w życiu okazję cokolwiek kupować. A mimo to jakoś uzależniłem się od niego. To chyba kwestia bliskości. Wydaje mi się, że mamy coś takiego, że uzależniamy się od bliskości.
Godzina trzecia nad ranem. Dźwięki na zewnątrz jakby ciągle identyczne. Czy na prawdę aż tyle ludzi cierpi, choruje, umiera , popełnia zbrodnie i podpala meble we własnym mieszkaniu, żeby non-stop było można słyszeć syreny? Musiałem wyjść. Do sklepu po kolejną paczkę papierosów. Nie żebym spalił całą przez siedem godzin. Była w połowie pełna. Albo pusta. Zależy kim jesteś Ty. Obraz powinien wisieć na ścianie. Tam gdzie jego miejsce. Dopiero tam powinienem na niego patrzeć. Pytanie, czy jest w tym mieszkaniu miejsce na deszczowe chmury. Jakby za oknem ich było mało. Nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie, że w Nowym Yorku pada deszcz. Wszystko. Ale nie deszcz. Nie wiem czemu.





