poniedziałek, 14 lutego 2011

Smells like spring spirit.


Pruszcz Gdański, miejscowość rozwoju kultury. Świetny koncert. Świetna kapela. Mistrzostwo chały, czempioni kiczu, potęga sceniczna, bezkonkurencyjny pod względem profesjonalizmu zespół. Musiałem chyba dojrzeć do wywleczenia tej opinii z głębi swoich skłębionych myśli. Totalnie zmiażdżonych na tym koncercie. El Polbud Zespół Max okazał się tworem, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Po powrocie przypomniałem sobie czasy z dzieciństwa. Jeszcze kilka dni temu wspominałem z Magdą to miejsce, jako kojarzące mi się z próbą ratowania mojego życia- przypominającą bardziej próbę morderstwa. Z uwagi na szacunek do śpiącego ojca i możliwości wymiotowania w nocy zdecydowałem spać w sypialni, w której to właśnie kiedyś, jak byłem jeszcze małym gówniarzem, pewnego razu spałem i ssałem Tymianek i Podbiał, wtem nagle zacząłem się dusić tą tabletką, co wywołało prawdziwie piekło- jeśli chodzi o reakcję moich rodziców. Nigdy nie miałem okazji podziwiać świata do góry nogami przez tak długi czas. Tym bardziej, że któreś z nich mnie trzymało nogami do góry za kostki i potrząsało. Ów pomieszczenie znajduje się na samej górze mojego domu, gdzie obecnie nikt nie urzęduje i panuje istna Syberia. Tę notkę po części pisałem cały pod kołdrą- w przerażeniu przed zimnem. Pomimo znaczącej zawartości promili we krwi.
Zobaczyłem słońce- zacząłem jeździć na rowerku do ćwiczeń. Poczułem temperatury dochodzące do minus dziesięciu stopni Celsjusza- przestałem jeździć na rowerku do ćwiczeń. Zaniedbałem oglądanie nowego- czwartego już- sezonu mojego ulubionego serialu- Californication. Udało mi się- troszkę skurczyć żołądek i dojść do wagi prawie mnie zadowalającej. Zżarłem pół pizzy, drugie pół zostawiłem na rano. Waga wróciła do swojego poprzedniego poziomu. Przeniosłem miejsce noclegu z łóżka na materac leżący tuż zaraz obok łóżka, na podłodze. Uzależniłem się od kolejnych piosenek. Poczułem oddech Pink Floyd'ów grając na gitarze. Poczułem oddech Led Zeppelin'ów grając na gitarze. Poczułem oddech Death Cab For Cutie grając na gitarze i basie. Poczułem swój własny oddech po papierosach. Poczułem, że spodnie nie nadają się do użycia po dwóch tygodniach walania się gdzieś po pokoju. Poczułem psa na moim materacu. Poczułem, że mojego psa zdecydowanie, definitywnie i jak najszybciej- trzeba wykąpać. Poczułem nową graniczącą z braterstwem przyjaźń. Poczułem motylki w brzuchu i łzy szczęścia w oczach. Poczułem wiosnę- ale chyba tylko i wyłącznie tu się pomyliłem, jeśli chodzi o czucie. Poczułem też zgrozę widząc plan zajęć na nowy semestr na uczelni. Poczułem wiedzę. Zaraz po tym poczułem jak szybko potrafi ulecieć. Poczułem dreszcze przy głośnej muzyce. Poczułem znowu ochotę na przemeblowanie i przemalowanie pokoju. Poczułem jak bardzo i jak często będzie mi wielu rzeczy brakować w tym roku. Po angielsku nazwałbym to pre missing, a po polsku? Przed-tęsknota? Mimo wszystko wierzę, że będzie dobrze. Musi być. Zawsze jest. Czujecie to?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz