sobota, 5 lutego 2011
This song is for u.
Dziś od końca. Totalna rozpusta. Wspólny oddech. Więcej, więcej, więcej. Energii. Choćbym padał na pysk, i tak znajduję w sobie tą iskrę, która rozpieprza wszechświat i powoduje, że potrafiłbym skakać do granic możliwości. Przypomniał mi się każdy koncert, na którym dawałem z siebie na prawdę wszystko. Dzień minął- podniosłem się z łóżka w środku nocy- szósta rano. Po raz kolejny poznałem uroki trójmiejskiego get up i w samochód, i na ulice, na 'trzy czte-ry'. O ósmej rano zacząłem ćwiczyć granie na gitarze- i nie to, żeby jakoś cicho i dyskretnie. Potem przeczytałem sporo informacji o tematyce muzycznej. The White Stripes, o których wspominałem, kończą działalność- co jest dość zrozumiałe i podzielam ich podejście. Jak najbardziej. Lepiej coś doprowadzić do stanu idealnego i to zostawić, niż to zużyć i sprowadzić do ruiny i zapomnienia. Open'er staje się coraz ciekawszy i mam wrażenie, że ogłaszając kolejnych wykonawców robią coś na kształt ciszy przed burzą. Potem nastąpi pierdolnięcie w postaci takich wykonawców na myśl których ludzie będą srać, rzygać, płakać i się ślinić ze szczęścia posiadania możliwości uczestniczenia w możliwości w ogóle zajścia czegoś takiego. Chciałem napisać o tym jak bardzo dziś już nie chce mi się pisać. Tak więc- nie wyobrażacie sobie jak kolosalnie, przeraźliwie i wręcz skrajnie nie chce mi się dziś już pisać. Ot co. Dobranoc. Uśmiech!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz