
Słowa pozostają słowami. Wyobraźcie sobie sytuację. Stoi przed wami tłum ludzi słuchający waszego monologu, do którego przygotowywaliście się przynajmniej tydzień. Produkujecie się, wylewacie przed nimi, starając się dobrać jak najdoskonalsze słowa określające wasz węzeł myśli. Po tym wszystkim, słyszycie w zamian- ciszę. Tak właśnie giną wielcy artyści, poeci, muzycy, twórcy dzieł na ogół podobających się. Nie mam pojęcia czy jest to kwestia wstydu czy jakichś dziwnych barier mających coś wspólnego z aspołecznością. Ale zauważyłem, że ludzie wolą pozostać w większości wypadków anonimowi. Zawsze tak było, że gdy tylko nauczycielka w klasie zapytała o coś, nigdy nie było chętnych do pierwszej odpowiedzi. Dopiero po pierwszych odzewach mogła odezwać się cała klasa. Czemu? Nie do końca rozumiem, pomimo tego, że sam w tym często uczestniczyłem jako milczące ogniwo. Tworząc całe to epickie gówno jakim jest ten blog często oczekuję wielu komentarzy i tym podobnych. Czemu? Wyjaśniłem na samym początku. Nie chodzi o to, że pożądam pewnego rodzaju sławy czy czegokolwiek takiego. Chodzi o sam odzew. Odbicie piłeczki. Czemu to wszystko pisze. Już mówię. Dlatego, żeby was zachęcić. Żyjemy w czasach maksymalnie społecznych. Kontakty międzyludzkie stały się takim łatwym do osiągnięcia elementem życia, że często przechodzi to moje najśmielsze oczekiwania i wyobrażenia. Sterta portali społecznościowych, miliardy zdjęć prywatnych krążących po sieci. Tak sobie myślę, że dzieci mają teraz przejebane. Na prawdę. Gdybym ja miał takie możliwości w wieku dziesięciu lat- przerażałoby to mnie i martwiłbym się o swoje zdrowie psychiczne. Pośrednio oczy, a bezpośrednio mózg człowieka też ma swoje granice. Tyczy się przede wszystkim możliwości na przyswojenie ilości informacji. Nie wiem jak wy, ale ja się wychowałem na tak zwanym podwórku. Biegając z dzieciakami "z ulicy", grając w krawężniki, podchody i skacząc po drzewach. Zupełnie odcięty od całego świata, który jest teraz w zasięgu kilku kliknięć myszką, dzieci ówcześnie rozkwitających życiem na tym przerażającym świecie. Można by było się doszukiwać dozy staroświeckości w moim podejściu, ale na Boga- czy kogośtam- wyobrażacie sobie wasze dzieciństwo z tym wszystkim co jest dostępne teraz? Prawdopodobnie wielu z nas nie dałoby sobie rady. I'm just saying. Tak oto płynnie przeszedłem z żalu do elementu krystalizującego sens istnienia tych wpisów. Zachęcam. Otwórzcie się. Jestem na prawdę ciekaw waszych opinii i przemyśleń.







